Był ostatnim zimowym wzmocnieniem ŁKS-u i szybko stał się ważną postacią drużyny walczącej o awans. W drugiej części rozmowy dla TVP3 Łódź Wojciech Łuczak opowiada m.in. o piłkarskiej przeszłości i krętych ścieżkach jego kariery.

Mariusz Janik: I ligę zamieniłeś na jej zaplecze. Podobnie jak parę lat wstecz, gdy po awansie z Wisłą, zdecydowałeś się przenieść szczebel niżej, by grać w Sosnowcu.

Wojciech Łuczak - W Płocku grałem niemal od deski do deski, ale po awansie okazało się, że już nie jestem potrzebny. Ówczesny szkoleniowiec (Marcin Kaczmarek – przyp. red.) ze mnie zrezygnował. Zasłużyłem na możliwość powrotu do ekstraklasy, ale zapadły inne decyzje. Mógłbym mieć żal, ale to i tak niczego nie zmieni.

Ostatni raz w ekstraklasie grałeś w Zabrzu, gdy opiekunem Górnika był Adam Nawałka. Myślisz czasem, że twoja kariera mogła się troszkę inaczej potoczyć?

- Nie mam ciśnienia na grę w ekstraklasie. Nie chciałbym zostać źle zrozumiany, wszyscy pragniemy awansu, ale nie za wszelką cenę. Budujemy drużynę i walczymy o punkty w każdym spotkaniu. Łatwiej jest awansować, trudniej się utrzymać. Upadki bywają bardzo bolesne. Zasmakowałem gry w ekstraklasie, najpierw krótko w Krakowie, później w Górniku. Tam miałem fajne liczby, dobrze się czułem. Czy popełniłem gdzieś błąd? Cieszę się z tego, co mam.

Kilku zawodników Górnika otrzymało dzięki selekcjonerowi szansę gry z orzełkiem na piersi. Na pewno i tobie taka myśl przeszła przez głowę.

- Wielu chłopaków miało nadzieję na powołanie. Trener trafił do kadry, czyli wykonał dobrą pracę. Byliśmy jej częścią. Okres zabrzański był dla mnie owocny, ale pojawiła się kontuzja i wykluczyła mnie z gry. Ktoś inny skorzystał z nadarzającej się okazji.

Masz 29 lat, spory bagaż doświadczeń, który nakazuje ci twardo stąpać po ziemi. Zastanawiam się, czy masz obecnie jakieś marzenia, np. wyjazd do silniejszej ligi.

- Trafiając do Łodzi podkreślałem, że potrzebuję stabilizacji i zdania nie zmieniam. Niedawno urodziło mi się dziecko. Gdyby pojawiło się coś naprawdę interesującego, przemyślałbym temat. Lubię poznawać nowe miejsca, ludzi. Z barierą językową nie mam problemu, ale jestem związany z ŁKS-em i to jest najważniejsze. Złapałem fajną chemię z kibicami, którzy doceniają ciężką pracę. Utożsamiam się z klubem. Gdy fani skandowali moje nazwisko, łezka się w oku zakręciła. Takich chwil nie kupi się za żadne pieniądze. Zapamiętam je do końca życia.

W popularnej reklamie telewizyjnej słyszy się, że wiele produktów ma swoją cenę, ale te najważniejsze są bezcenne. Podobnie traktujesz chwile spędzone w Holandii?

- Czasem zastanawiam się, czy nie wyjechałem do kraju tulipanów za wcześnie. Nie wiem tylko, czy później byłoby to możliwe. Gra w juniorach Willem II była niezwykłym doświadczeniem. Nauczyłem się języków, zostałem doskonale wyszkolony technicznie. Po powrocie do Polski pod tym względem przerastałem innych zawodników. Przez niemal cały pobyt trenowałem z seniorską drużyną, której ówczesnym opiekunem był Anders Jonker. Ten sam, który kilka lat później został asystentem Louisa van Gaala w Bayernie.

Grałeś regularnie, gdy na ławce siedział niejaki Virgil van Dijk.

- Jego kariera ułożyła się inaczej (śmiech). W tamtym okresie na stażu trenerskim w klubie był słynny Patrick Kluivert. Powiem więcej, byłem blisko debiutu w Eredivisie, ale ostatecznie do tego nie doszło. Później zgłosiła się po mnie Cracovia i wróciłem do kraju, zadebiutowałem w ekstraklasie.

Wydarzenie nieco mniejszego kalibru.

- Blisko dekadę trenerzy aż tak chętnie nie stawiali na młodych, więc to było coś. Chłopaczek z małego Pieńska zagrał w najwyższej klasie rozgrywkowej. Naprawdę super sprawa, tym bardziej że do 14. roku życia uczyłem się gry w piłkę samodzielnie. Jestem dumny z tego, co osiągnąłem, życzę każdemu takiej ścieżki kariery.

A czego można życzyć Wojciechowi Łuczakowi?

- Głównie zdrowia. Chciałbym jak najdłużej grać w piłkę i cieszyć się pracą. Czasem miewam kryzysy, zadaję sobie pytanie, co jest ze mną nie tak. Pracuję ciężko, ale nic nie idzie po mojej myśli. Ostatnio zrozumiałem, że na efekty należy poczekać. Dowodem był mecz z Siarką. Trzy gole, asysta i awans. Młodym piłkarzom zawsze mówię, że kluczem do sukcesu są dwa czynniki: ciężka praca i bardzo ciężka praca (śmiech).




PIERWSZA CZĘŚĆ ROZMOWY Z WOJCIECHEM ŁUCZAKIEM